Paradoksy budownictwa #2 – Odporność ogniowa, przelewy awaryjne i woda, która nie istnieje w normach

Data publikacji:
5 listopada, 2025

Paradoksy budownictwa wciąż potrafią zaskakiwać nawet doświadczonych projektantów. W drugiej części serii J-PROJECT przyglądamy się trzem z nich – różnym wymaganiom odporności ogniowej dachu i konstrukcji głównej, niejasnej odpowiedzialności za przelewy awaryjne oraz brakowi obciążenia wyjątkowego związanego z zastoinami wody na dachach z attyką. Każdy z tych przypadków pokazuje, jak często przepisy i praktyka inżynierska nie idą w parze. Analizujemy aktualne wytyczne, wskazujemy potencjalne błędy projektowe i skutki ich zaniedbania.

Omawiamy też typowe układy konstrukcyjne stosowane w budownictwie przemysłowym, w tym konstrukcje żelbetowe i stalowe o zróżnicowanej odporności ogniowej. W artykule znajdziesz również przykłady realnych awarii dachów w Polsce oraz wnioski dla projektantów i zarządców. To druga odsłona cyklu, który łączy praktykę z krytycznym spojrzeniem na systemowe niedoskonałości współczesnego budownictwa. Pierwsza część znajduje się pod linkiem.

1. Wstęp – dlaczego wciąż występują paradoksy budownictwa i nie wszystko jest logiczne

Paradoksy budownictwa pojawiają się tam, gdzie przepisy, normy i praktyka projektowa przestają mówić tym samym językiem. Choć współczesne budownictwo opiera się na precyzyjnych regulacjach, to w codziennej pracy projektanta wciąż natrafiamy na sytuacje, które trudno logicznie wytłumaczyć. Część z nich wynika z nieprecyzyjnych zapisów norm, inne z braku jasnego podziału odpowiedzialności między branżami. W efekcie nawet dobrze zaprojektowany obiekt może posiadać rozwiązania, które w teorii są zgodne z przepisami, ale w praktyce budzą wątpliwości.

Druga część cyklu „Paradoksy budownictwa” to próba uporządkowania trzech takich przykładów, które na co dzień dotykają projektantów konstrukcji i wykonawców. Przyjrzymy się różnicom w wymaganiach odporności ogniowej dla dachu i konstrukcji głównej, niejasnej odpowiedzialności za przelewy awaryjne oraz brakom w normach dotyczących zastoin wody na dachach. Każdy z tych przypadków pokazuje, że nawet w uporządkowanym świecie inżynierii wciąż jest miejsce na zdroworozsądkową interpretację i krytyczne spojrzenie.

2. Paradoks budownictwa 1 – dach może się zawalić, ale słupy mają stać

Jednym z bardziej zaskakujących przykładów niespójności w przepisach jest różnica pomiędzy wymaganiami odporności ogniowej konstrukcji głównej a odporności ogniowej dachu. Normy jasno określają minimalne klasy odporności pożarowej dla poszczególnych elementów budynku, jednak w praktyce często prowadzi to do paradoksu budownictwa – konstrukcja nośna ma przetrwać pożar przez określony czas, podczas gdy dach może ulec zniszczeniu znacznie wcześniej. W efekcie projektant musi pogodzić wymogi bezpieczeństwa z logiką użytkową, co nie zawsze idzie w parze. Szczególnie dobrze widać to w halach przemysłowych i magazynowych, gdzie typowe układy konstrukcyjne – słupy żelbetowe i kratownice stalowe – wymuszają nietypowe kompromisy projektowe.

2.1. Klasy odporności pożarowej – zestawienie wymagań

Jednym z bardziej obrazowych przykładów pokazujących, dlaczego wciąż pojawiają się paradoksy budownictwa, są rozbieżności w wymaganiach dotyczących odporności ogniowej różnych elementów konstrukcyjnych. Zgodnie z §216 Warunków Technicznych budynki klasyfikuje się od „A” do „E”, przy czym każda klasa określa minimalną odporność ogniową konstrukcji nośnych, stropów, dachów i ścian. Już pobieżna analiza tabeli pokazuje, że konstrukcja główna ma zazwyczaj znacznie wyższe wymagania niż konstrukcja dachu — i to nawet w obiektach o relatywnie niskiej klasie pożarowej.

Paradoksy budownictwa - WT &216

W klasach „A”, „B” i „C” różnica ta może wynosić od kilkudziesięciu do ponad stu minut — przykładowo konstrukcja główna wymaga odporności R 60–240, podczas gdy konstrukcja dachu tylko R 15–30. Jeszcze ciekawszy przypadek stanowi klasa „D”, w której przepisy wymagają określonej odporności ogniowej dla konstrukcji nośnej (R 30), natomiast dla konstrukcji dachu… już nie przewidują żadnych wymagań. W praktyce oznacza to, że w budynku o tej klasie odporności może dojść do całkowitego zawalenia się dachu, mimo że słupy i fundamenty pozostaną nienaruszone.

To prowadzi do sytuacji paradoksalnej — budynek formalnie spełnia przepisy, a jednak jego częściowa utrata sztywności i przekrycia może spowodować ogromne szkody wtórne, jak zniszczenie instalacji czy utratę stateczności elementów drugorzędnych. Z perspektywy projektanta konstrukcji trudno uznać to za spójne z ideą bezpieczeństwa pożarowego, a jednak jest to w pełni zgodne z aktualnymi przepisami.

W praktyce takie różnice często pojawiają się w projektach hal stalowych lub żelbetowych, gdzie dach stanowi jedynie lekką, niechronioną konstrukcję kratownicową, a główne elementy nośne (np. żelbetowe słupy) muszą spełniać rygorystyczne wymogi. Z punktu widzenia bezpieczeństwa ludzi różnica ta wydaje się mało logiczna, ale intencją przepisów jest umożliwienie kontrolowanego zniszczenia elementów mniej istotnych bez całkowitego zawalenia budynku. Mimo to, w realnych scenariuszach pożarowych prowadzi to do sytuacji, w których konstrukcja spełniająca wszystkie normy traci dach znacznie szybciej, niż zakładałby zdrowy rozsądek. To właśnie dlatego temat odporności ogniowej jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów, jak paradoksy budownictwa wynikają z samych założeń prawa, a nie z błędów projektowych.

2.2. Skąd ta różnica?

Na papierze wszystko wygląda logicznie — konstrukcja główna ma zapewnić bezpieczeństwo ludzi, a dach może się zawalić, byle tylko nie doprowadził do utraty nośności całego budynku. W praktyce jednak właśnie tutaj ujawniają się jedne z największych paradoksów budownictwa. Logika ta ma sens w budynkach wielokondygnacyjnych, gdzie kluczowe jest utrzymanie ciągłości pionowych elementów nośnych i czasu na ewakuację. Jednak w przypadku hal przemysłowych, magazynów czy obiektów produkcyjnych – czyli budynków jednokondygnacyjnych – traci on całkowicie uzasadnienie.

Przepisy dopuszczają sytuację, w której dach może się zawalić już po kilkunastu minutach od wybuchu pożaru, podczas gdy słupy mają „bohatersko” pozostać w pionie. Efekt? Konstrukcja główna formalnie spełnia wymagania, ale cała hala i tak ulega zniszczeniu. To absurd, który doskonale pokazuje, jak bardzo teoria i praktyka potrafią się rozminąć – klasyczny przykład, dlaczego wciąż istnieją paradoksy budownictwa.

W takich obiektach dach często stanowią lekkie kratownice lub dźwigary stalowe, których odporność ogniowa dachu jest minimalna lub żadna. Konstrukcje żelbetowe i stalowe w strefie nośnej potrafią zachować stabilność, lecz przekrycie nad nimi spala się lub odkształca, prowadząc do katastrofy lokalnej. Jeszcze większy problem pojawia się przy odporności ogniowej kratownic stalowych – cienkościenne przekroje nagrzewają się błyskawicznie, a ich zabezpieczenie wymaga kosztownych powłok, z których inwestorzy najczęściej rezygnują.

W efekcie powstaje sytuacja, w której budynek w pełni „zgodny z normami” jest w praktyce konstrukcją jednorazową – wystarczy jeden pożar, by całość zawaliła się w zgodzie z przepisami. I to właśnie te logiczne sprzeczności między bezpieczeństwem a formalizmem pokazują, że paradoksy budownictwa nie wynikają z braku wiedzy, lecz z przestarzałego podejścia do projektowania odporności ogniowej.

2.3. Typowe rozwiązania konstrukcyjne

W praktyce budownictwo przemysłowe konstrukcje oparte są zazwyczaj na bardzo podobnym schemacie nośnym – słupy żelbetowe pracujące wspornikowo i oparte na nich przegubowo kratownice stalowe lub dźwigary. Takie rozwiązanie jest powszechne ze względu na prostotę montażu, ekonomię materiałową oraz możliwość prefabrykacji elementów. Jednak właśnie w tym układzie najlepiej widać paradoksy budownictwa dotyczące odporności pożarowej.

Wspornikowe słupy żelbetowe posiadają zazwyczaj znaczną odporność ogniową – beton sam w sobie jest niepalny, a duża masa cieplna chroni zbrojenie przez długi czas. W efekcie te elementy bardzo dobrze znoszą wysoką temperaturę i formalnie spełniają wymagania przepisów. Z kolei przegubowo oparte kratownice stalowe – będące częścią konstrukcji dachu – stanowią element zupełnie przeciwny pod względem zachowania w ogniu. Wysoka przewodność cieplna stali oraz jej smukłość sprawiają, że nawet krótkotrwały pożar prowadzi do utraty nośności, co skutkuje zawaleniem połaci.

Z punktu widzenia przepisów wszystko pozostaje w porządku – słupy stoją, konstrukcja główna „przetrwała”, a więc budynek formalnie zachował odporność wymaganą dla swojej klasy. Z punktu widzenia rzeczywistego bezpieczeństwa użytkowników i inwestora – mamy do czynienia z absurdem. Wystarczy bowiem, że upadający dach pociągnie za sobą instalacje, suwnice lub elementy technologiczne, by doszło do efektu domina i całkowitego zniszczenia obiektu.

Ten paradoks dobrze ilustruje, jak teoria projektowa nie zawsze nadąża za rzeczywistością. Paradoksy budownictwa nie wynikają tu z błędów projektantów, lecz z błędnej logiki samych przepisów – zakładających, że element pionowy i poziomy mogą mieć zupełnie różną odporność ogniową, choć w praktyce stanowią wspólny układ statyczny. Współczesne hale przemysłowe pokazują, że projektowanie „zgodnie z literą prawa” nie zawsze oznacza projektowanie rozsądne, a rozbieżność między przepisami a inżynierskim rozsądkiem jest tu większa niż kiedykolwiek.

2.4. Paradoks budownictwa – dach może się złożyć, a słupy „bohatersko” stoją dalej

To właśnie w tym miejscu paradoksy budownictwa stają się najbardziej widoczne i jednocześnie najbardziej absurdalne. Obowiązujące przepisy pozwalają na sytuację, w której cały dach może się zawalić w sposób całkowicie zgodny z prawem – o ile tylko główna konstrukcja nośna zachowa swoją stateczność przez wymagany czas. W praktyce oznacza to, że po pożarze możemy zobaczyć obrazek, w którym wszystkie kratownice i połacie leżą na ziemi, a na placu zostają jedynie samotne słupy żelbetowe, niczym rząd zapałek.

Zgodnie z aktualnymi wymaganiami, odporność ogniowa konstrukcji nośnej musi zapewnić zachowanie nośności przez 60, 120, a nawet 240 minut – w zależności od klasy budynku. Dla porównania, odporność ogniowa dachu często wynosi zaledwie 15–30 minut, a w niektórych klasach (np. D) nie jest określona wcale. W efekcie przepisy dopuszczają scenariusz, w którym dach może ulec zniszczeniu już po kilkunastu minutach od wybuchu pożaru, a słupy – pozbawione stężeń i obciążeń pionowych – nadal mają obowiązek „stać”.

To zjawisko nie dotyczy wyłącznie dachów. W skrajnych przypadkach nawet ściany zewnętrzne mogą nie mieć wymagań odpornościowych, o ile nie stanowią elementu głównej konstrukcji. Widzieliśmy więc sytuacje, w których zawaliła się cała elewacja hali, a słupy żelbetowe lub stalowe wciąż sterczały na środku ruin – spełniając wszystkie zapisy rozporządzenia.

Paradoksy budownictwa - budowa

Z perspektywy bezpieczeństwa ludzi i konstrukcji trudno uznać taki stan rzeczy za racjonalny. Owszem, system prawny chroni najważniejsze elementy nośne, ale zupełnie pomija fakt, że utrata dachu lub ściany może doprowadzić do wtórnej utraty stabilności całej konstrukcji. Oderwanie się kratownicy czy płatwi od głowicy słupa powoduje nagłą zmianę schematu statycznego, często kończącą się przewróceniem słupa lub zniszczeniem fundamentu.

W przypadku hal przemysłowych prowadzi to do groteskowych sytuacji – budynek formalnie spełnił wymagania klasy odporności pożarowej, lecz w rzeczywistości nie nadaje się do użytkowania, a jego odbudowa jest konieczna od podstaw. W innych branżach taka rozbieżność między przepisami a rzeczywistością byłaby nie do zaakceptowania, jednak w budownictwie przyjęto ją jako normę. I choć cel tych zapisów – ochrona życia – jest słuszny, sposób jego realizacji pozostaje jednym z najbardziej wymownych paradoksów budownictwa, pokazującym, jak literalna zgodność z przepisami potrafi całkowicie rozmijać się z inżynierskim zdrowym rozsądkiem.

3. Paradoks budownictwa 2 – kto odpowiada za przelewy awaryjne?

Kwestia odpowiedzialności za przelewy awaryjne dachów to kolejny przykład, jak różne branże budowlane potrafią mówić zupełnie innymi językami. W teorii sprawa wydaje się prosta – przelew ma zapobiec nadmiernemu spiętrzeniu wody na dachu i chronić konstrukcję przed przeciążeniem. W praktyce jednak nie ma żadnego przepisu, który jednoznacznie określałby, kto za nie odpowiada. Architekt, instalator, a może konstruktor? Każdy z nich ma wpływ na inne aspekty tego samego detalu, ale żaden nie ponosi pełnej odpowiedzialności. To prowadzi do sytuacji, w której kluczowy element bezpieczeństwa dachu często pozostaje „niczyj”, a jego zaprojektowanie zależy od dobrej woli którejś z branż – klasyczny przykład, jak rodzą się paradoksy budownictwa.

Paradoksy budownictwa - przelew awaryjny

3.1. Zakresy branżowe i praktyka

Przelewy awaryjne dachów są jednym z tych elementów, które najlepiej pokazują, jak rodzą się paradoksy budownictwa. W teorii to prosty temat – otwór w attyce lub krawędzi dachu, który pozwala wodzie odpłynąć w sytuacji awaryjnej. W praktyce jednak staje się on punktem zapalnym pomiędzy trzema branżami: architekturą, instalacjami i konstrukcją. Architekt zwykle odpowiada za lokalizację i wygląd przelewów na elewacji, projektant instalacji – za ich ilość i przekrój hydrauliczny, a konstruktor – za nośność połaci, choć często nie zna poziomu, na jakim przelew zostanie umieszczony.

W efekcie dochodzi do sytuacji, w której żaden z uczestników procesu nie kontroluje całego zjawiska. Architekt może umieścić przelew zbyt wysoko, instalator obliczyć go poprawnie, ale na innej wysokości dachu, a konstruktor – nieświadomie dopuścić do spiętrzenia wody, które przekroczy dopuszczalne obciążenie. To klasyczny przykład, jak brak spójnej koordynacji prowadzi do nieintuicyjnych skutków, które idealnie wpisują się w paradoksy budownictwa.

Jeszcze większym problemem jest praktyka projektowa. Często każdy z projektantów zakłada, że to ktoś inny „na pewno przewidział” ten element. W rezultacie przelewy pojawiają się przypadkowo – niekiedy zbyt nisko, niekiedy za wysoko, a czasem wcale. W modelach BIM bywają pomijane, bo nie należą formalnie do żadnej branży. Skutki są oczywiste: nadmierne spiętrzenie wody, zalewanie elewacji, przeciążenie dachu lub zniszczenie warstw izolacji.

Paradoksem jest to, że mimo wielu lat praktyki i znanych przypadków awarii, temat przelewów awaryjnych wciąż nie doczekał się jednoznacznych zapisów normowych. To właśnie dlatego paradoksy budownictwa nie zawsze wynikają z błędów projektowych – czasem są efektem braku przepisów, które wymusiłyby współodpowiedzialność wszystkich branż za wspólny fragment budynku.

3.2. Brak spójnej odpowiedzialności

W teorii proces inwestycyjny powinien precyzyjnie określać, kto odpowiada za każdy element projektu. W przypadku przelewów awaryjnych rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej. Nie istnieje żaden jednoznaczny zapis ani w Warunkach Technicznych, ani w normach branżowych, który przypisywałby obowiązek zaprojektowania i zwymiarowania przelewów konkretnej osobie. Dla instalatora to element architektoniczny, dla architekta – hydrauliczny, a dla konstruktora – zbyt mało istotny, by się nim zajmować. W rezultacie powstaje przestrzeń, w której nikt nie bierze pełnej odpowiedzialności, a konsekwencje ewentualnych błędów mogą być bardzo poważne.

Brak koordynacji międzybranżowej prowadzi nie tylko do nieefektywnych rozwiązań, ale także do realnych zagrożeń – przelew umieszczony o kilka centymetrów za wysoko może oznaczać obciążenie dachu przekraczające dopuszczalne wartości. Gdy dochodzi do awarii, każda ze stron potrafi wykazać, że działała „zgodnie ze swoim zakresem”, a winnego w praktyce nie ma. To jedna z sytuacji, w których błędy projektowe w budownictwie nie wynikają z braku wiedzy czy staranności, lecz z braku spójnego systemu odpowiedzialności.

Takie zjawiska są szczególnie widoczne w dużych obiektach przemysłowych, gdzie projekt powstaje w kilku biurach równolegle, a wymiana informacji międzybranżowych często ogranicza się do minimum. Paradoksem jest, że choć inwestor wymaga pełnej koordynacji, to obowiązujące przepisy wcale jej nie egzekwują. W efekcie projektant, który chciałby temat dopilnować, musi zrobić to „ponad wymagania” – z własnej inicjatywy. I właśnie ta dobrowolność w kwestiach bezpieczeństwa najlepiej pokazuje, dlaczego wciąż istnieją paradoksy budownictwa.

3.3. Konsekwencje i realne przykłady

Temat przelewów awaryjnych, choć na pierwszy rzut oka wydaje się błahy, w praktyce doprowadził już do wielu awarii i uszkodzeń dachów – zarówno w budynkach mieszkalnych, jak i w obiektach przemysłowych. Właśnie w takich przypadkach najlepiej widać, jak paradoksy budownictwa z teorii przeradzają się w realne problemy techniczne i finansowe. Wystarczy, że przelew zostanie umieszczony zbyt wysoko albo w niewłaściwej lokalizacji, by na dachu zaczęła się gromadzić woda, której ciężar może przekroczyć obciążenia obliczeniowe. W efekcie konstrukcja zaczyna pracować w sposób nieprzewidziany, a dach ulega nadmiernym ugięciom lub wręcz zawaleniu.

Jednym z częstych skutków błędów koordynacyjnych jest zalewanie elewacji i ścian, gdy przelewy awaryjne są źle zwymiarowane lub źle wkomponowane w układ attyk. Niejednokrotnie projektant instalacji przyjął poprawny przepływ hydrauliczny, ale nie uwzględnił, że ściana elewacyjna nie jest przystosowana do odprowadzania wody pod ciśnieniem. Takie sytuacje zdarzają się regularnie, zwłaszcza w halach o dużych połaciach dachowych, gdzie opady z jednego zdarzenia potrafią zgromadzić nawet kilkadziesiąt ton wody. To z kolei pokazuje, że paradoksy budownictwa nie są abstrakcyjnymi przykładami z przepisów, lecz mają bezpośrednie przełożenie na rzeczywiste bezpieczeństwo obiektów.

Szczególnie narażone są budownictwo przemysłowe konstrukcje – hale, magazyny i centra logistyczne, w których występują duże zlewowe połacie z attyką. W tego typu obiektach nawet drobny błąd w poziomie przelewu awaryjnego może oznaczać spiętrzenie wody o wysokości 20–30 cm, co generuje dodatkowe obciążenie rzędu kilkuset kilogramów na każdy metr kwadratowy dachu. Nie brakuje przypadków, w których doprowadziło to do odkształceń płatwi, pęknięcia połączeń spawanych lub zarysowania głowic słupów żelbetowych. W kilku znanych przykładach z Polski, media opisywały wręcz sytuacje, w których dach hali magazynowej zapadł się po intensywnych opadach, mimo że budynek był formalnie „sprawny technicznie”.

Te przypadki pokazują, że pozornie niewielkie błędy projektowe potrafią uruchomić łańcuch zdarzeń o poważnych skutkach konstrukcyjnych. W każdym z nich wspólnym mianownikiem jest brak jasno zdefiniowanej odpowiedzialności za detal, który decyduje o bezpieczeństwie całego budynku. To właśnie dlatego paradoksy budownictwa są tak trudne do wyeliminowania – powstają na styku przepisów, gdzie nikt nie jest „głównym autorem” problemu.

Warto zauważyć, że zagadnienie to bezpośrednio łączy się z kolejnym tematem – „Paradoks budownictwa 3 – obciążenie wyjątkowe woda na dachu – zjawisko, które nie istnieje w normach”. Przelewy awaryjne i ich niewłaściwe zaprojektowanie często stanowią pierwszy krok do przeciążenia konstrukcji wodą opadową, co jest jedną z głównych przyczyn katastrof dachów w Polsce w ostatnich latach. To przykład, jak brak jednego prostego zapisu normowego może prowadzić do konsekwencji, które w praktyce okazują się katastrofalne – i po raz kolejny dowód, że paradoksy budownictwa mają bardzo realny wymiar techniczny.

3.4. Propozycja rozwiązania

Choć temat przelewów awaryjnych może wydawać się detalem, to właśnie w takich pozornie prostych kwestiach najczęściej ujawniają się paradoksy budownictwa. Brak jednoznacznych zasad odpowiedzialności międzybranżowej powoduje, że niewielki błąd w lokalizacji lub wysokości przelewu potrafi uruchomić łańcuch zdarzeń prowadzący do przeciążenia konstrukcji czy uszkodzenia dachu. Aby ten problem zniknął, potrzebne są nie tyle nowe technologie, co lepsza koordynacja i świadomość współodpowiedzialności.

Najprostszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie jasnych zapisów w przepisach – konstruktor odpowiada za poziom i bezpieczeństwo konstrukcji, instalator za obliczenia hydrauliczne, a architekt za sposób wkomponowania przelewów w elewację. Właśnie takie podejście mogłoby zakończyć jeden z najbardziej absurdalnych paradoksów budownictwa, w którym trzy branże „projektują” ten sam element niezależnie od siebie.

Podobny model współpracy funkcjonuje już w innych obszarach – np. przy definiowaniu klas odporności pożarowej, gdzie architekt, konstruktor i rzeczoznawca ds. ppoż. muszą działać wspólnie. Wprowadzenie analogicznego obowiązku dla przelewów awaryjnych byłoby naturalnym krokiem naprzód i pozwoliłoby uniknąć kolejnych paradoksów budownictwa, w których nikt nie odpowiada za element kluczowy dla bezpieczeństwa.

Warto też, by uzgodnienia pomiędzy branżami były dokumentowane – chociażby w formie prostego arkusza w dokumentacji projektowej. Taki standard zmusiłby zespoły projektowe do rozmowy jeszcze na etapie koncepcji, zanim problem stanie się nieodwracalny. To rozwiązanie szczególnie ważne w obiektach przemysłowych, gdzie złożoność instalacji i konstrukcji sprzyja powstawaniu błędów systemowych.

W szerszej perspektywie problem przelewów awaryjnych jest tylko jednym z wielu przykładów, jak brak współpracy prowadzi do paradoksów budownictwa. Te same mechanizmy obserwujemy przy zagadnieniach takich jak konstrukcje żelbetowe i stalowe odporność ogniowa, gdzie projektanci różnych branż często działają niezależnie, mimo że ich decyzje wzajemnie na siebie wpływają. Dopiero wspólne podejście, oparte na komunikacji i inżynierskim rozsądku, może realnie ograniczyć liczbę takich paradoksów – i przybliżyć nas do budownictwa, które jest nie tylko zgodne z normami, ale przede wszystkim logiczne.

4. Paradoks budownictwa 3 – obciążenie wyjątkowe woda na dachu – zjawisko, które nie istnieje w normach

Trzeci z omawianych przykładów to jeden z najbardziej niepokojących paradoksów budownictwa, bo dotyczy zjawiska realnie zagrażającego bezpieczeństwu konstrukcji. Choć temat katastrof dachów powtarza się w mediach od lat, wciąż nie doczekał się jednoznacznego ujęcia w przepisach. Obciążenie wyjątkowe woda na dachu nie występuje w żadnej obowiązującej normie, mimo że to właśnie ono było przyczyną wielu awarii i katastrof w Polsce. Paradoksem jest to, że zjawisko znane każdemu projektantowi – zastoiny wody na dachach z attyką – w świetle prawa wciąż „nie istnieje”. To kolejny dowód, że paradoksy budownictwa nie są kwestią detali projektowych, lecz efektem systemowych braków w podejściu do bezpieczeństwa konstrukcji.

Paradoksy budownictwa - zastoiny wody

4.1. Zjawisko i przyczyna

Zjawisko zastoin wody na dachach z attyką to jedno z najbardziej lekceważonych zagrożeń współczesnego projektowania, mimo że od lat prowadzi do poważnych awarii i katastrof. Wbrew pozorom nie dotyczy ono błędów konstrukcyjnych, lecz braku przepisów, które wymusiłyby analizę tego obciążenia. Obciążenie wyjątkowe woda na dachu nie jest dziś wprost opisane w żadnej normie – ani w Eurokodzie 1, ani w Warunkach Technicznych – przez co projektanci nie mają obowiązku uwzględniania go w obliczeniach statycznych. To klasyczny przykład, jak paradoksy budownictwa potrafią wynikać nie z błędów projektantów, lecz z luk w systemie prawnym.

W praktyce problem dotyczy niemal wyłącznie dachów z attyką, gdzie brak bocznych przelewów awaryjnych i niewielki spadek połaci powodują, że woda opadowa nie ma drogi ujścia w przypadku zatkania odpływów. Nawet jeśli projekt przewiduje odpowiednią liczbę wpustów, ich niedrożność – spowodowana np. liśćmi, śniegiem czy piaskiem – wystarczy, by na połaci zaczęły się tworzyć zastoje wody o wysokości kilkudziesięciu centymetrów. Dla konstrukcji płaskiego dachu oznacza to wzrost obciążenia o kilka ton na każde kilkanaście metrów kwadratowych powierzchni.

Takie zjawisko potrafi doprowadzić do stopniowego ugięcia konstrukcji, a następnie do jej gwałtownego zniszczenia. Co istotne, dotyczy to zarówno dachów stalowych, jak i żelbetowych – niezależnie od klasy odporności pożarowej czy przeznaczenia obiektu. Awarie dachów z attyką w ostatnich latach wielokrotnie opisywano w prasie branżowej i mediach, a mimo to temat wciąż nie został systemowo uregulowany.

Z punktu widzenia projektanta, obciążenie takie powinno być traktowane jak obciążenie wyjątkowe – występujące rzadko, ale mogące spowodować katastrofę. Niestety brak zapisu w normach sprawia, że nawet inżynierowie świadomi ryzyka często rezygnują z jego analizy, by nie komplikować procesu projektowego lub nie wydłużać obliczeń. To prowadzi do sytuacji, w której wszyscy uczestnicy procesu wiedzą o zagrożeniu, ale formalnie nikt nie ma obowiązku mu zapobiegać. I właśnie to – powszechna świadomość ryzyka przy jednoczesnym braku wymagań – najlepiej pokazuje, czym są współczesne paradoksy budownictwa.

4.2. Przykłady awarii z Polski

Dobre studium przypadku najlepiej pokazuje, że paradoksy budownictwa mają bardzo realne konsekwencje – szczególnie, gdy zawodzi odwodnienie i dochodzi do spiętrzeń wody na połaci. Jednym z głośniejszych zdarzeń była katastrofa dachu sali sportowej na poznańskich Winogradach (2021): inspektor nadzoru wskazał kumulację trzech czynników – ekstremalną ulewę, błąd projektowy i błąd wykonawczy – co przełożyło się na zniszczenie części przekrycia (w tle temat niewystarczającego odwodnienia i możliwych spiętrzeń). To klasyczny przykład, jak z pozoru „jednorazowy deszcz” może uruchomić łańcuch zdarzeń i obnażyć paradoksy budownictwa w obszarze odpowiedzialności i wymagań normowych. TVN24

Drugi przypadek to zawalenie fragmentu dachu w warszawskim centrum handlowym Sadyba Best Mall podczas rekordowej ulewy w 2024 r. – media informowały o uszkodzeniu/rozszczelnieniu dachu i wodzie wdzierającej się do obiektu, a galerię zamknięto do odwołania. Znów widać tu typową sekwencję: intensywny opad → przeciążenie/awaria odwodnień → lokalne zniszczenia połaci, co mocno koresponduje z naszym wątkiem paradoksów budownictwa i braku jednoznacznego ujęcia zjawiska w normach. Business Insider Polska+2Fakt+2

Trzeci przykład dotyczy budynku mieszkalnego przy ul. Ogrodowej w Warszawie (2020), gdzie zawalił się fragment dachu; media jako możliwą przyczynę wskazywały wodę i nieszczelności (co w praktyce często łączy się z przeciążeniem i niewłaściwym odprowadzeniem wody z połaci). Choć nie każde doniesienie prasowe przesądza o „zastoinach”, to zdarzenie dobrze wpisuje się w katalog ryzyk, o których mówimy w ramach paradoksów budownictwa. metro.waw

W literaturze branżowej temat przewija się regularnie – autorzy ostrzegają, że brak lub błędne zaprojektowanie odwodnienia awaryjnego połaci z attyką to „kwestia czasu” do awarii, a projekt powinien przewidywać drożne przelewy oraz scenariusze zatkania wpustów. To wprost koresponduje z naszym postulatem, by traktować obciążenie wyjątkowe woda na dachu jak realny przypadek obliczeniowy, a nie „meteorologiczny wyjątek”. Inżynier Budownictwa+2Inżynier Budownictwa+2

W obiektach typu budownictwo przemysłowe konstrukcje – hale i magazyny – problem bywa szczególnie dotkliwy: duże połacie, attyki, systemy podciśnieniowe i długa droga odwodnienia powodują, że pojedynczy błąd (poziom przelewu, zator, brak konserwacji) potrafi wygenerować kilkadziesiąt centymetrów słupa wody, co oznacza setki kilogramów/m² dodatkowego ciężaru. Zdarzenia z Poznania i Warszawy unaoczniają, że nie chodzi o „drobne przecieki”, lecz o pełnoprawny stan obciążenia, który może prowadzić do nadmiernych ugięć, uszkodzeń połączeń i lokalnych zawałów przekrycia – a więc materializuje paradoksy budownictwa w najbardziej kosztowny sposób.

Co istotne, branżowe opracowania od lat apelują o projektowanie i utrzymanie awaryjnego odwodnienia (przelewy w attykach, rzygacze, osobne ciągi spustowe) oraz o dokumentowanie scenariuszy zatkania – tymczasem brak jednoznacznych wymagań normowych powoduje rozmycie odpowiedzialności i „opcjonalność” tych rozwiązań. To właśnie esencja paradoksów budownictwa: wszyscy znają zjawisko, ale system nie zmusza do jego obliczeniowego ujęcia ani do jasnego przypisania obowiązków.

Na koniec warto podkreślić powiązanie z następną sekcją Twojego artykułu: „Paradoks budownictwa 3 – obciążenie wyjątkowe woda na dachu – zjawisko, które nie istnieje w normach”. Powyższe przypadki (Poznań 2021, Warszawa 2024, Warszawa 2020) oraz zalecenia z literatury technicznej wzmacniają tezę, że brak ujęcia tego obciążenia wprost sprzyja awariom i sporom „kto za co odpowiada” – a to dokładnie te paradoksy budownictwa, które chcesz pokazać czytelnikom.

4.3. Kto odpowiada?

Pytanie o to, kto odpowiada za zjawisko zastoin wody na dachu, idealnie wpisuje się w paradoksy budownictwa. W teorii odpowiedzialność wydaje się oczywista – konstruktor powinien przewidzieć wszystkie możliwe obciążenia, instalator zapewnić drożność systemu odwodnienia, a zarządca dbać o jego utrzymanie. W praktyce jednak każdy z tych uczestników procesu może wykazać, że działał „zgodnie z przepisami”. Konstruktor nie ma obowiązku uwzględniać obciążenia wyjątkowego woda na dachu, ponieważ nie występuje ono w normach. Instalator wykonuje projekt zgodny z PN-EN 12056, która nie przewiduje sytuacji pełnego zatkania wpustów. Zarządca zaś odpowiada jedynie za utrzymanie drożności, ale nie za projektowe niedoskonałości systemu.

Efektem tego jest klasyczny układ bez odpowiedzialnego – każdy formalnie ma rację, a mimo to dach się zawala. Takie sytuacje pokazują, że błędy projektowe w budownictwie nie zawsze wynikają z niekompetencji, lecz często z braku spójności między branżami i przepisami. Konstruktorzy, którzy mimo wszystko analizują ten przypadek, robią to z własnej inicjatywy, niejako „poza normami”, co w razie sporu może paradoksalnie obrócić się przeciwko nim.

Paradoksem jest również to, że im większy i bardziej złożony obiekt, tym mniejsze szanse na jednoznaczne ustalenie odpowiedzialności. W przypadku hal logistycznych, obiektów przemysłowych czy galerii handlowych uczestników procesu jest tak wielu, że odpowiedzialność rozmywa się między projektantami, wykonawcą i zarządcą. W rezultacie awarie traktowane są jako „nieszczęśliwy zbieg okoliczności”, choć w rzeczywistości to systemowy problem, który od lat pozostaje nierozwiązany. To właśnie jeden z najbardziej niepokojących paradoksów budownictwa – wszyscy wiedzą, co zawiodło, ale nikt nie musi niczego zmieniać.

4.4. Dlaczego to absurdalne?

Trudno o bardziej wymowny przykład tego, jak bardzo paradoksy budownictwa potrafią oderwać się od rzeczywistości inżynierskiej. Współczesne przepisy nakazują projektowanie obiektów odpornych na rzadkie zjawiska, takie jak obciążenie od wiatru, sejsmiczne czy uderzenie pojazdu, a jednocześnie całkowicie pomijają obciążenie wyjątkowe woda na dachu – zjawisko, które w Polsce występuje co roku i realnie doprowadza do katastrof. Jeszcze większym absurdem jest fakt, że norma wymaga analizy wpływu śniegu topniejącego pod deszczem, ale nie przewiduje sytuacji, w której woda nie może odpłynąć z połaci.

W efekcie projektant może zaprojektować dach, który formalnie spełnia wszystkie wymogi, a mimo to ulega zniszczeniu po intensywnych opadach. Taki obiekt nie jest „źle zaprojektowany” – on jest zaprojektowany dokładnie tak, jak nakazują przepisy. To pokazuje, że paradoksy budownictwa nie wynikają z braku kompetencji, ale z literalnego stosowania norm, które nie nadążają za rzeczywistością eksploatacyjną.

Problem szczególnie dotyczy dużych obiektów, takich jak hale i magazyny, gdzie występują typowe budownictwo przemysłowe konstrukcje z płaskimi dachami, attykami i odwodnieniem podciśnieniowym. W takich budynkach jedna niedrożna rura czy zablokowany wpust może zmienić dach w basen o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych. Paradoks polega na tym, że przepisy chronią projektanta przed odpowiedzialnością, bo działał „zgodnie z normą”, ale nie chronią inwestora, który traci cały obiekt.

To właśnie ten rozdźwięk pomiędzy formalnym bezpieczeństwem a rzeczywistym ryzykiem czyni sytuację tak absurdalną. Dopóki paradoksy budownictwa będą traktowane jako ciekawostka, a nie realny problem systemowy, dopóty będziemy oglądać te same nagłówki w mediach po każdej ulewie – „Dach hali zawalił się po intensywnych opadach deszczu”.

4.5. Wnioski projektowe

Z perspektywy inżynierskiej, przypadki awarii dachów spowodowanych przez zastoiny wody powinny być traktowane nie jako incydenty, lecz jako sygnał do zmiany podejścia projektowego. To właśnie takie zdarzenia najlepiej pokazują, jak paradoksy budownictwa wynikają z braku reakcji systemu na wielokrotnie powtarzające się problemy. Skoro kolejne katastrofy są efektem tego samego zjawiska, a przepisy wciąż go nie definiują, oznacza to, że luka w normach przestała być błędem – stała się stałym elementem rzeczywistości projektowej.

Konieczne jest więc, by obciążenie wyjątkowe woda na dachu zostało wprost ujęte w przyszłych wersjach Eurokodów lub przynajmniej w krajowych załącznikach. Takie rozwiązanie nie tylko wprowadziłoby spójność projektową, ale też jasno określiłoby, kto odpowiada za analizę tego zjawiska – konstruktor, instalator czy zarządca. Włączenie tego obciążenia do katalogu sytuacji wyjątkowych byłoby logicznym krokiem, podobnym do tego, jak potraktowano uderzenia, wstrząsy czy nierównomierne osiadania.

Projektanci coraz częściej analizują ten przypadek samodzielnie, przyjmując dodatkowe ciśnienie hydrostatyczne nad wpustami w razie ich niedrożności. Choć takie podejście wykracza poza literalne zapisy norm, pozwala uniknąć ryzyka i zapewnić rzeczywiste bezpieczeństwo obiektu. Tego typu inicjatywy pokazują, że inżynierowie potrafią działać odpowiedzialnie nawet wtedy, gdy przepisy milczą – i to właśnie oni niwelują paradoksy budownictwa, które system zdaje się akceptować.

Ostatecznym celem powinno być stworzenie wytycznych, które wymuszą analizę tego przypadku w projektach obiektów z płaskimi dachami i attyką. Wystarczyłby prosty zapis w normie, który nakazuje sprawdzić konstrukcję pod kątem spiętrzenia wody przy całkowitym zatkaniu odwodnienia. Do czasu jego wprowadzenia warto, by projektanci kierowali się zasadą rozsądku inżynierskiego – bo choć paradoksy budownictwa mogą istnieć w przepisach, nie powinny istnieć w gotowych budynkach.

5. Podsumowanie – inżynieria między przepisami a praktyką

Przedstawione przykłady pokazują, że paradoksy budownictwa nie są pojedynczymi błędami systemu, lecz konsekwencją braku spójności między teorią a praktyką. Współczesne przepisy skupiają się na formalnym bezpieczeństwie, podczas gdy inżynierowie coraz częściej zmagają się z jego rzeczywistym wymiarem. Z jednej strony mamy ściśle określone wartości odporności ogniowej, z drugiej – dachy, które mogą się zawalić, zanim upłynie połowa tego czasu. Mamy przelewy awaryjne, za które nikt nie odpowiada, i zjawisko, które realnie niszczy budynki, ale w normach „nie istnieje”. To nie są wyjątki – to codzienność pracy projektowej, w której konstruktor musi godzić sprzeczne wymagania bezpieczeństwa, ekonomii i logiki.

Paradoksy budownictwa uczą, że sama znajomość norm nie wystarczy. Potrzebne jest krytyczne myślenie i inżynierski rozsądek, które pozwalają dostrzec zagrożenia tam, gdzie przepisy jeszcze milczą. Każdy projektant, który świadomie analizuje ryzyka, niezależnie od formalnych wymagań, realnie zwiększa bezpieczeństwo użytkowników. Takie podejście powinno stać się standardem – zwłaszcza w budownictwie przemysłowym, gdzie margines błędu bywa minimalny.

Inżynieria to nie tylko obliczenia i paragrafy – to również odpowiedzialność za skutki ich stosowania. Dopóki paradoksy budownictwa będą pojawiały się częściej niż ich rozwiązania, dopóty potrzebna będzie dyskusja o tym, jak połączyć logikę przepisów z logiką rzeczywistości.

👉 Jeśli stoisz przed wyzwaniem projektowym, w którym przepisy i praktyka nie idą w parze — skontaktuj się z nami. W J-PROJECT pomagamy rozwiązywać właśnie takie paradoksy budownictwa, łącząc wiedzę inżynierską z doświadczeniem projektowym. Przygotujemy optymalne i bezpieczne rozwiązanie konstrukcyjne dopasowane do Twojej inwestycji.

MAsz pytania? Chętnie pomożemy

Wyrażenie zgody na kontakt*

Potrzebujesz projektu konstrukcji?

Nic nie ryzykujesz, możesz tylko zyskać.